Marzenie

Ewelina k
Imię dziecka:
Ewelina
Wiek:
22
Województwo:
kujawsko-pomorskie

Wyjazd do Rzymu FANTAZJA SPEŁNIONA

Zimową porą Klaudia, Ewelina oraz Gracjan wyruszyli w podróż swoich marzeń. Czekało na nich 5 dni wspaniałych, niezapomnianych rzymskich wakacji!

Cała trójka naszych podopiecznych jest już dorosła. Klaudia, z małej miejscowości Przygodziczki w woj. wielkopolskim, ma za sobą dramatyczną walkę z nowotworem mózgu. Na dzień dzisiejszy choroba jest w remisji. Dziewczyna jeździ na kontrolne rezonanse i zmaga się z powikłaniami po leczeniu – bólami kręgosłupa, uszkodzonym wzrokiem i problemami z pamięcią. Klaudia, mimo I grupy inwalidzkiej, jest bardzo ambitną i aktywną osobą, która ciągle się doszkala i szuka swojej drogi.

Klaudia wraz z mamą przyjechały do Warszawy na dzień przed wylotem. Ugościł je komfortowy hotel Mercure Warszawa Airport, mieszczący się rzut beretem od lotniska. Obie panie mogły we wspaniałych warunkach wypocząć przed czekającą je podróżą.

19-letnia Ewelina z Brodnicy również zachorowała na nowotwór, ale był to rak trzustki. Nastolatka przeszła niezwykle długie i ciężkie leczenie, które wymagało m.in. wycięcia trzustki. Dzisiaj pozostały kontrole i nadzieja, że ta potworna choroba już nie wróci…

Również dorosły już, Gracjan z miejscowości Końskie w woj. podkarpackim cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną – mukowiscydozę. Schorzenie to powoduje nieodwracalne i bardzo ciężkie zmiany w układzie oddechowym i pokarmowych. Gracjan przyjmuje leki, wykonuje inhalacje i stara się żyć w miarę normalnie.

Nasi podopieczni wraz z mamami, już od samego rana zwarci i gotowi czekali na lotnisku. Bez żadnych komplikacji, za to uśmiechnięci i podekscytowani wylecieliśmy z Warszawy tuż po 12-tej. Dla Klaudii, Gracjana i ich mam była to pierwsza podróż samolotem, dlatego przeżycia były dodatkowo spotęgowane. Kiedy wylądowaliśmy w Rzymie, pierwsze co nas zachwyciło to lazurowe niebo, słońce i 17 stopni ciepła! Taksówką dotarliśmy do miejsca, które miało się stać naszym domem na kilka najbliższych dni – był to Dom Pielgrzyma im. Św. Jana Pawła II w Centrum Ks. Orione. Po przemiłym przywitaniu przez obsługę i zakwaterowaniu w komfortowych, czyściutkich pokojach, rozpakowaliśmy się i chwilę odpoczęliśmy, aby zaraz potem ruszyć na rekonesans po okolicy. Mimo nadchodzącego wieczoru nadal było ciepło, wręcz wiosennie. Przespacerowaliśmy się wąskimi, urokliwymi uliczkami, podziwiając przepiękną architekturę, ogromne kwieciste balkony i otaczającą nas zieleń. Po powrocie czekała na nas obfita kolacja, na którą składał się m.in. tradycyjny włoski makaron. Wszyscy najedliśmy się do syta i zmęczeni padliśmy do łóżek.

We wtorek z samego rana, zaraz po słodkim śniadaniu, zaopatrzeni w mapy, bilety i spakowany lunch, ruszyliśmy do centrum Rzymu na spotkanie z naszą przewodniczką – panią Kasią Kuraszkiewicz. Naszym pierwszym celem tego dnia był Watykan. Plac św. Piotra zrobił na nas wszystkich ogromne wrażenie. Mogliśmy go podziwiać w całej okazałości, stojąc już w kolejce do bazyliki św. Piotra. Nasza przewodniczka postanowiła wykorzystać ten czas, aby opowiedzieć nam mnóstwo niesamowitych ciekawostek na temat Rzymu. Byliśmy tak zasłuchani, że nawet się nie obejrzeliśmy, jak kolejka się skurczyła, a my znaleźliśmy się w środku olbrzymiej wprost bazyliki. Trudno nam było ogarnąć wzrokiem cały ten ogrom oraz ilość wspaniałych dzieł sztuki, obrazów, rzeźb, które znajdowały się zaledwie na wyciągnięcie ręki. Syciliśmy nasz wzrok tymi cudownościami, a przewodniczka zaznajamiała nas z historią niemal każdego elementu bazyliki. Kręciło nam się w głowie z wrażenia, ale emocje sięgnęły zenitu, kiedy znaleźliśmy się przy grobie św. Jana Pawła II. To był najbardziej podniosły i wzruszający moment tego dnia. Podopieczni fundacji wraz z mami byli oszołomieni, ale jednocześnie szczęśliwi, że dostali tę niepowtarzalną możliwość, aby pomodlić się tuż przy „naszym” Ojcu Świętym.

Tego dnia czekało nas jeszcze wiele kilometrów zwiedzania i poznawania najpiękniejszych zakamarków Rzymu. Most św. Anioła na Tybrze z anielskimi figurami; zamek św. Anioła, Plac Navona i Campo de’Fiori; niesamowity Panteon, który ma prawie 2 tysiące lat; przepiękna fontanna di Trevi, do której obowiązkowo wrzuciliśmy grosik, aby jeszcze kiedyś wrócić do Rzymu; Schody Hiszpańskie… Trudno zliczyć ilość zabytków, jakie zobaczyliśmy oraz ilość emocji, jakie przeżywaliśmy. Kiedy nasza, nieoceniona wprost, przewodniczka już nas opuściła, wcale nie zakończyliśmy zwiedzania, głodni kolejnych wrażeń. Udaliśmy się na Piazza del Popolo, a najwytrwalsi z nas wspięli się na wzgórze Pincio, aby stamtąd podziwiać, zapierający dech w piersiach, roztaczający się widok. Byliśmy już mocno zmęczeni, ale ta magiczna chwila wynagrodziła nam wszystkie trudy. Zachwyceni, nabraliśmy nowej energii i ruszyliśmy pieszo w drogą powrotną. Po drodze zdecydowaliśmy się zatrzymać na wyśmienitą włoską pizzę i kawę w restauracji Zi Geatena. Cóż to była za uczta! Prawdziwy raj dla podniebienia, zwłaszcza po tylu godzinach pieszej wędrówki. W przemiłej atmosferze napełniliśmy nasze żołądki, dzieląc się wrażeniami, rozmawiając o naszych domach i rodzinach oraz planując kolejny dzień w Rzymie. Wracając, nie omieszkaliśmy też zajrzeć do sklepików z pamiątkami. Każdy znalazł coś wyjątkowego dla swoich bliskich.

Następny dzień, który przywitał nas błękitnym niebem, rozpoczęliśmy od szybkich zakupów, a następnie udaliśmy się na audiencję u papieża Franciszka, która odbywała się przed bazyliką na placu św. Piotra w Watykanie. Audiencja u papieża to pragnienie wielu wiernych przybywających do Rzymu, w tym i naszych podopiecznych. Nie potrafiliśmy ukryć radości i niesamowitego wzruszenia. Takich chwil nie przeżywa się często… Takich chwil nie zapomina się nigdy! A jakby tego było mało, papież Franciszek przejechał tuż obok nas w swoim papamobile. Był niemal na wyciągnięcie ręki! Podekscytowani biliśmy brawo, wiwatowaliśmy i machaliśmy naszymi polskimi flagami. Potem nadszedł czas na moment refleksji, skupienia i wspólnej modlitwy. Część fragmentów była przetłumaczona na język polski, dzięki czemu jeszcze bardziej mogliśmy się wczuć w tę niesamowitą atmosferę i wziąć sobie do serca wszystkie nauki. Audiencja skończyła się błogosławieństwem apostolskim.

Podniesieni na duchu, pełni nowej wiary i nadziei, posililiśmy się i udaliśmy na kolejne spotkanie z naszą wspaniałą panią Kasią – przewodniczką, której wiedza i znajomość miasta robiła na nas ogromne wrażenie. Tym razem pojechaliśmy autobusem na Plac Wenecki. Naszym oczom ukazał się wielki, majestatyczny budynek – Ołtarz Ojczyzny, a zaraz potem Plac na Kapitolu i dostojny pomnik Marka Aureliusza. Pani Kasia zaprowadziła nas do miejsca, z którego rozpościerał się widok na Forum Romanum – najstarszy plac miejski w Rzymie. Zwiedzając i podziwiając zabytki, cały czas dowiadywaliśmy się czegoś nowego o architekturze, sztuce i historii Rzymu od średniowiecza aż po współczesność. Chłonęliśmy każdą ciekawostkę, pragnąc zachować wszystko w pamięci. I w sercu…

Następnym przystankiem na naszej podróżniczej mapie było Koloseum. Chyba wszyscy nie mogliśmy się doczekać, aż zobaczymy ten potężny amfiteatr, wokół którego narosło tyle niesamowitych historii. Nasza przewodniczka uraczyła nas kolejnymi ciekawymi informacjami i oprowadziła po całym budynku. Przeżyliśmy też krótką chwilę grozy, bo zagubiła nam się Klaudia. Na szczęście po chwili się odnalazła. Okazało się, że po prostu zachwycona widokami, robiła zdjęcia i nie zauważyła, że cała nasza grupa weszła już do środka Koloseum. W tym przeogromnym amfiteatrze czuliśmy się całkiem malutcy. Nie byliśmy w stanie wyjść z podziwu, jak Rzymianie byli w stanie, bez żadnych maszyn, wznosić takie budowle.

Potem jeszcze udaliśmy się na Palatyn – jedno z siedmiu wzgórz Rzymu, według tradycji uważane za miejsce najstarszej osady rzymskiej. Tu w grocie miała wilczyca karmić Romulusa i Remusa. Spacerowaliśmy wśród ruin oraz zieleni, podziwiając widoki, słuchając ciekawostek i karmiąc mewy, które są tu tak oswojone, że jedzą niemal z ręki i pozują do zdjęć. Zobaczyliśmy też z góry pozostałości po największym i najstarszym cyrku starożytnego Rzymu. Było już późne popołudnie, kiedy zeszliśmy z powrotem do miasta i pożegnaliśmy się z panią Kasią. Wszyscy zgodnie przyznaliśmy, że trafiła nam się najlepsza pod słońcem przewodniczka i że dzięki niej nasza podróż do Rzymu stała się o wiele, wiele bogatsza. Ciągle jeszcze pełni nowych wrażeń i doświadczeń, zatrzymaliśmy się na chwilkę na pyszne włoskie lody, a następnie wyruszyliśmy w drogę powrotną do naszego Domu Pielgrzyma. Zrobiło się już ciemno, dzięki czemu mieliśmy okazję podziwiać przepięknie podświetloną bazylikę. Wieczne Miasto było równie piękne nocą, jak za dnia!

W przedostatni dzień naszego pobytu w Rzymie podopieczni fundacji i ich mamy zdecydowali, że chcieliby jeszcze zwiedzić Muzea Watykańskie. To był strzał w dziesiątkę! Ilość niesamowitych obrazów, fresków, rzeźb, arrasów i innych zgromadzonych wspaniałości, przepych, bogactwo i feeria kolorów zrobiły na nas wszystkich ogromne wrażenie. Aż nie wiadomo było na czym skupić wzrok. Chcieliśmy zobaczyć wszystko, ale najbardziej ucieszyliśmy się i poczuliśmy coś na kształt dumy, kiedy zobaczyliśmy Jana III Sobieskiego pędzla Jana Matejki. Oczywiście zachwyt wzbudziła też Kaplica Sykstyńska z freskami Michała Anioła. Po wyjściu z Muzeów potrzebowaliśmy chwili, aby ochłonąć. Usiedliśmy na schodkach, posilając się naszym lunchem i rozemocjonowani gawędziliśmy o tym, co komu najbardziej się podobało. To było naprawdę niezapomniane, bardzo emocjonujące przeżycie!

Ponieważ dzień był znów przepiękny i bardzo ciepły, udaliśmy się na lody w słynnej lodziarni Old Bridge. Każdy z nas wybrał sobie trzy smaki (wybór był niełatwy!), a następnie rozkoszowaliśmy się nimi w promieniach słońca. Zgodnie stwierdziliśmy, że nigdzie w Polsce nie ma tak przepysznych lodów. Włosi są w ich produkcji niepodważalnymi mistrzami!
Ponieważ było dopiero wczesne popołudnie, spontanicznie postanowiliśmy, że zrobimy sobie małą wyprawę nad Morze Tyreńskie. Nie było to łatwe, bo czekało nas kilka przesiadek, ale poradziliśmy sobie bez problemu. Po drodze mieliśmy jeszcze okazję zobaczyć prawdziwą piramidę – monumentalny grobowiec pretora Gajusza Cestiusza. Potem, już z pociągu, oglądaliśmy przez okno zmieniające się krajobrazy i rodzaje zabudowy. W końcu dotarliśmy do nadmorskiej dzielnicy Rzymu – Ostii. Kiedy tylko poczuliśmy powiew morskiego powietrza, wszyscy westchnęliśmy zachwyceni. Tego nam było trzeba – chwili relaksu i wytchnienia na łonie natury! Całkiem przypadkiem udało nam się trafić na przepiękne molo, z którego roztaczał się widok na bezkresne morze. Spędziliśmy tam dłuższą chwilę, wpatrując się w fale i robiąc zdjęcia, po czym ruszyliśmy na spacer plażą. Niektórzy z nas brodzili w wodzie - która mimo pory roku, wcale nie była taka zimna – inni poszukiwali w piasku muszelek. Później zrobiliśmy sobie mały piknik na opustoszałym, zadaszonym tarasie. Apetyt i nastroje nam dopisywały! Poczekaliśmy na zachód słońca i dopiero wtedy ruszyliśmy w drogę powrotną.

Tego dnia, po kolacji, mieliśmy jeszcze jedną atrakcję, bowiem część z nas udała się na wieczorny spacer do pobliskiego lasku. Znaleźliśmy tam prowizoryczny punkt widokowy, z którego można było podziwiać w całej okazałości Rzym nocą. Widok był naprawdę zachwycający, wprost nie mogliśmy się napatrzeć na to, roziskrzone tysiącami światełek, miasto.
Ostatniego dnia po śniadaniu przespacerowaliśmy się jeszcze po okolicy, buszowaliśmy wśród straganów z pamiątkami, zrobiliśmy zakupy włoskich produktów i niestety musieliśmy pożegnać się z przemiłą obsługą Domu Pielgrzyma. Pojechaliśmy naszym, już dobrze znanym autobusem, do Piazza Cavour – eleganckiego placu z przepięknymi palmami i wspaniałym Pałacem Sprawiedliwości. Jeszcze przez chwilę chłonęliśmy atmosferę słonecznego, gwarnego, bajkowego Rzymu, a zaraz potem już siedzieliśmy w komfortowym autokarze, wiozącym nas na lotnisko. Żal było wyjeżdżać. Wszyscy marzyliśmy, żeby przedłużyć te rzymskie wakacje choćby jeszcze o jeden dzień… Nieco markotni odprawiliśmy się i wsiedliśmy do samolotu, aby po paru godzinach wylądować w naszej szarej, listopadowej Polsce. Ewelina i Gracjan wraz z mamami ruszyli w dalszą drogę do swoich domów, natomiast Klaudia z mamą jeszcze tę noc spędziły w Warszawie w goszczącym ich wspaniałym hotelu Sound Garden. Dopiero następnego dnia, po wyśmienitym śniadaniu, wsiadły w pociąg, wiozący je do rodzinnych stron.
Trudno opisać słowami, ile znaczyła ta podróż dla Klaudii, Eweliny i Gracjana. Cała trójka została ciężko doświadczona przez los, przeżyła ogrom bólu, strachu i cierpienia. Ci młodzi ludzie stracili kilka lat swojego życia, będąc w szpitalach i znosząc trudy leczenia. Gracjan będzie walczył do końca swoich dni, ponieważ na jego chorobę nie ma lekarstwa… Te parę dni spędzone w Rzymie były dla nich niczym nagroda, rekompensata od losu, za to co ich spotkało. Choć choroba zabrała im wiele, nie odebrała marzeń i wiary. I teraz, w listopadzie, te najskrytsze fantazje stały się rzeczywistością. Bajkowy sen przemienił się w coś całkiem realnego. Klaudia, Ewelina i Gracjan dostali w prezencie swoje upragnione rzymskie wakacje. Zwiedzali, odkrywali, dotykali, smakowali, chłonęli energię słońca, morza i Wiecznego Miasta. Widać było, że ich serce rośnie od tych wszystkich wspaniałych doświadczeń i przeżyć. Te kilka dni w Rzymie dało im tak wiele. Tak wiele się nauczyli, tak wiele zobaczyli, poznali. Tak bardzo się cieszyli i wzruszali. A ich mamy przeżywały podwójne szczęście – z powodu samej podróży, ale też z powodu radości swoich dzieci, ze spełnienia ich marzeń. Wierzymy, że te rzymskie wakacje pozostaną niezapomniane i że dodadzą naszym podopiecznym sił i motywacji do walki o kolejne marzenia!

Dziękujemy wszystkim ludziom o wielkich sercach, którzy pomogli nam w realizacji marzeń Klaudii, Eweliny i Gracjana o wyjeździe do Rzymu i Watykanu:

• Oriflame Poland Sp. z o. o. częściowe sfinansowanie wyjazdu;

• Hotel Mercure Warszawa Airport za bezpłatne ugoszczenie Klaudii i jej mamy przed wyjazdem;

• Hotel Sound Garden Hotel za bezpłatne ugoszczenie Klaudii i jej mamy po przyjeździe do Warszawy z Rzymu;

• Wszystkim osobom prywatnym, które przekazały 1% podatku na rzecz naszej fundacji, dzięki którym pokryliśmy resztę kosztów wyjazdu.

Galeria

  • 1762220050486519 7675417791192225966 n
  • 1762220173819840 2377834512691921338 n
  • 1762219500486574 5155476821741725421 n
  • 1762219917153199 933605707118101014 n
  • 1762219577153233 3900370495483024049 n
  • 1762219703819887 6500626698614195023 n
  • 1762219933819864 2610929855056407320 n
  • 1762219483819909 189656980432412127 n